top of page

Mit o Valdrosie - Bogu wojny i honoru

  • Juan de la Cerda
  • 31 maj 2025
  • 3 minut(y) czytania




Dawno temu, w czasach prastarych, kiedy ziemia była jeszcze młoda, a ludzie stawiali swoje pierwsze kroki po nieokiełznanych ścieżkach życia, zstąpił Valdros, Bóg wojny i honoru. Jego boska moc nie była przeznaczona jedynie do niszczenia; miał on dar obdarowywania ludzi wiedzą o sztuce walki, honorze oraz o tym, jak być prawymi i wiernymi zasadom, które kształtują świat.





Valdros, czując zagrożenie chaosu oraz nieporządku, postanowił zejść z boskich pałaców, by nauczać tych, którzy znaleźli w sobie iskierkę odwagi i dążenia do doskonałości. Aby nie odstraszyć ludzi swoją boskością, ukrywał się pod licznymi wcieleniami – pojawiał się jako mędrzec z dawnych czasów, młody wojownik o niespokojnym spojrzeniu, a czasem jako niepozorny wędrowiec, przemierzający mroźne pustkowia zimy. W każdej z tych postaci przekazywał swoje tajemnice – naukę o walce, która była nie tylko siłą mięśni, lecz przede wszystkim siłą ducha.

Podczas jednej z najdłuższych i najzimniejszych zim, gdy mroźne wichury siały zamęt w krainie ludzi, a śnieg pokrył ziemię niczym ciężka kołdra zapomnienia, Skarland stanął na krawędzi przepaści. Wojna, która rozszarpała plemiona i ludy, wykrwawiała ziemię, a ludzkie serca zamierały w desperacji. Bracia walczyli przeciw braciom, miasta obracały się w ruinę, a horyzont płonął czarnym dymem gniewu. Nadzieja, niegdyś rozświetlająca ścieżki przodków, zdawała się gasnąć, ustępując miejsca zwątpieniu.

To właśnie wtedy, w cieniu długich nocy, gdy największy chłód wdzierał się do domostw, Valdros zstąpił w swoim najskrytszym wcieleniu. Nie w blasku boskiego majestatu, lecz jako człowiek, mędrzec, którego nikt nie rozpoznał. W skromnym płaszczu, z głosem pełnym mądrości, przechadzał się między zebranymi wiernymi, których wszyscy bogowie ukochali, i mówił:

„Narodzie i plemiona Skarlandu, nie jesteście straceni! Choć mrozy ściskają ziemię, choć wojna rozdarła wasze domy, jeszcze żar płonie w głębi waszych dusz! Niechaj wasze serca nie ulegną zwątpieniu – albowiem ten, kto pada, może powstać. Ten, kto się boi, może odnaleźć odwagę. Wytrzymajcie, a mrok ustąpi przed światłem.”

Jego słowa rozbrzmiewały niczym echo samej Sélëne, a ci, którzy słuchali, odnajdowali w nich siłę. Kobiety modliły się za swoich bliskich, wojownicy, dotąd zlęknieni, podnosili się z kolan. Nie wiedzieli, że przed nimi stał sam Valdros, boski nauczyciel sztuki wojennej. Mieli go za wielkiego mędrca, wędrowca, który nosił w sobie dawne sekrety.

Każdej nocy, gdy ogniska dogasały, Valdros uczył wojowników sztuki walki. Nie tylko o broni mówił – uczył ich strategii, hartu ducha, wytrzymałości w obliczu zimna i głodu. Pokazywał im, jak podstęp zastąpić mądrością, jak strach obrócić w siłę. Czasem, gdy mówili o bitwie, ich oczy jaśniały nowym ogniem.




Kiedy nastał kolejny poranek, Skarland był gotowy. Wszyscy wojownicy, napełnieni mocą przekazaną przez Valdrosa, wyruszyli przeciwko wrogom i choć były ich tysiące, odwaga ich serc przeważyła nad liczbą. Nie ugięli się, gdy wichry śmierci huczały nad polem bitwy, nie upadli, gdy ziemia krwawiła pod ich stopami. Walczyli, jakby ich prowadził sam Orion, walczyli, jakby w ich piersi biło boskie serce.



Dopiero po zwycięstwie, gdy wojownicy wrócili do swych domów i mędrca zabrakło, zgromadzeni kapłani zaczęli badać jego słowa i czyny. Jego obecność była zapisana w każdej kropli krwi, w każdym zwycięskim okrzyku. Dopiero wtedy, patrząc na niebo, zrozumieli, kim był. Nie był zwykłym człowiekiem. Nie był tylko wędrowcem. Był Valdrosem, boskim przewodnikiem, który w obliczu największej próby nie opuścił swego ludu.

Kapłani głosząi, że przez swoje liczne inkarnacje Valdros pozostawił po sobie niezliczone ślady – zarysowane w kamieniach inskrypcje, pieśni opiewające chwałę honoru i przekazywane opowieści, które przetrwały wieki. Ludzie, ucząc się od niego sztuki walki, stali się potomkami mądrości i działań opartych na prawdzie; dzięki jego naukom zachowywali porządek, traktując bitwy jako świętą odpowiedzialność, a nie jako prowokację do bezmyślnej przemocy.

 
 
 

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń

Zapraszamy do kontaktu

© 2035 by Świątynia Rodzima. Powered and secured by Wix 

bottom of page